Boję się samolotów. Może to dziecinne, ale wolę zostawić przestrzeń
powietrzną dla ptaków. Za to bardzo chętnie podróżuję autobusem,
samochodem, pociągiem, statkiem, jednym słowem wszystkim, co nie lata.
Moją słabością jest to, że podczas podróży uwielbiam coś przekąsić.
Właściwie jak tylko ruszam, już sięgam po torbę z kanapkami i właściwie
przez całą podróż coś podjadam. To trochę tak, jak w kinie. Prawdziwy
kinoman nie wejdzie przecież na film bez kubełka prażonej kukurydzy. Tu
też leci film, z tym, że to film z podróży, który oglądamy nie na
ekranie, lecz przez okno.
Jak tylko dojeżdżam do celu podróży, zaczynam od "testowania"
miejscowych specjalności kulinarnych. W dziedzinie kulinariów jestem
typem eksperymentującym, innymi słowy - "wszystkożernym". Wraz z
wszelkimi konsekwencjami i ryzykiem. Przeżyłem już taki dwutygodniowy
urlop, z którego tydzień spędziłem w łazience, bo "rozstroiłem" żołądek
jakąś egzotyczną potrawą. Człowiek oczywiście, z czasem... uczy się na
błędach... albo też nie. A jak się nie uczy, to koniecznie potrzebuje
jakiegoś antidotum, które uchroni go od kłopotów zdrowotnych.
Ja postawiłem na Nopalin. Na trzeci dzień po stosowaniu wyciągu z
opuncji, wszelkie dolegliwości minęły. Od tego czasu, mój bagaż, oprócz
mapy i wygodnego obuwia, zawiera również opakowanie Nopalinu. Bez niego
każda moja wyprawa kończyłaby się w łazience.
CF Europe
CALINews nr 4 (16) Lipiec 2004
Co na temat Nopalinu pisze prof. V.Szedlak-Vadocz przeczytaj tutaj >>>
|